Temat najbliższego tygodnia można zawrzeć w pytaniu: Czy Kościół umiera?
Inspiracją do tematu tygodnia jest wypowiedź Davida Wilkersona. Jego poruszające słowa. Niezwykła mowa człowieka, który życie poświęcił Jezusowi.
W tym tygodniu zapraszamy do pochylenia się nad zagadnieniem obecności Kościoła w świecie. David Wilkerson pyta o to, co się stało dzisiaj z Kościołem? Co się stało z ludźmi Kościoła? Dlaczego Kościół przestał być wiarygodny. Kościół stał się solą bez smaku, światłem które nie daje blasku.
Czy ten fakt nas jeszcze jakoś przejmuje? Czy zgadzamy się z tak postawioną tezą? A może Kościół ma się dobrze i nie potrzebuje nawrócenia. Jaka jest kondycja Kościoła XXI wieku. Czy chrześcijanie XXI wieku zatopiwszy się w wirze problemów tego świata nie zapomnieli o roli i znaczeniu krzyża.
Popatrzmy na dzisiejsze dzieci, młodzież, dorosłych. Zdaje się, że wielu ludzi przestało się interesować wiarą. Nie myślą o Kościele jako wspólnocie wiary. Kościół kojarzy się z „księdzem”, „mszą”, skandalami, itp. A nasze wspólnoty parafialne, czy są miejscem chrześcijańskiego wzrostu? Skąd w ludziach tyle zwątpienia i braku nadziei? Czy nasza modlitwa nas jeszcze przemienia? Popatrzmy na wspólnoty przyparafialne, czy przypadkiem z żywych ognisk wiary po latach niestały się skostniałymi klubami wzajemnej adoracji?
Zapraszamy do dyskusji i odpowiedzi na postawione pytanie: Czy Kościół dzisiaj umiera?
PS.
David Wilkerson (ur. w 1931 w Hammond, USA) – pastor kościoła Times Square Church w Nowym Jorku, jedną z najbardziej charakterystycznych postaci charyzmatycznego chrześcijaństwa końca XX i początku XXI wieku. W 1958 założył organizację Teen Challenge nastawioną na pomoc dzieciom ulicy, narkomanom, itp. Swoją niezwykłą historię opisał w książce „Krzyż i sztylet”.


deon.pl
droga gwałtownika
jezuici.pl
modlitwa w drodze
revoltadiscreta.pl




To czego dowiedziałem się z nowej książki prof. Czesława Bartnika „Kamienie wołać będą” przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Publicystyka w światowym wydaniu! Ta pozycja łączy i wyjaśnia rzeczywistość w której żyje dzisiejszy Polak. To co otrzymałem było, jak na tego autora przystało, bezkompromisowe a wybór tematów na które wypowiada się prof. Bartnik gwarantuje, że nie można tej książki nie zauważyć!
Niestety na razie dostępna tylko w księgarniach religijnych. Ale wydawca również rozsyła. I to ze zniżką!
http://www.wydawnictwojut.pl (zakładka nowości)
Jeśli chcesz przeczytać coś naprawdę dobrego to pnie pożałujesz wyboru tej książki!
A może nie pytać „Czy Kościół umiera?” tylko „Czy ja umieram?”. Jacek napisał:”Czy Kościół umiera? – oczywiście! Ale czy ta śmierć przyniesie Zmartwychwstanie? Nie przekonamy się dopóki nie poczujemy bólu umierania…”.
W jakiś sposób zgadzam się z tą perspektywą, uważam jednak, że problem leży często w tym, że ludzi wiara przestała obchodzić zupełnie.
Wielu ludzi nawet nie poczuje, że umiera, usycha, itd. Świat stał się miejscem radosnej egzystencji „żywych trupów” niezdających sobie sprawy z własnej sytuacji – o czym wspomniała też jakoś Agnieszka „Kościół nie umiera, ale chrześcijanie często chodzą po ziemi jak martwi”.
W tej sytuacji cisną się na usta słowa Jezusa, które przytoczyła Aga “Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” Łk 22,46.
Osobiście wierzę, że jedyną receptą jest obudzić się ze snu iluzji i doczytać Biblię, która mówi o Kościele tryumfującym w niebie a nie na ziemi.
Przede wszystkim, zacząć od siebie, zgodzić się na życie z Jezusem.
Czy Kościół umiera? Trudno odpowiedzieć, nie stawiając pytania o Kościół. Jeden ze sposobów pojmowania Kościoła, sposób bardzo biblijny, to przyjęcie logiki Ciała Chrystusa (1 Kor 12,27). W tej logice można zobaczyć, że zadanie Kościoła, to służba człowiekowi. Podobnie jak Chrystus w swoim ciele 2000 lat temu służył człowiekowi, tak dziś Kościół, służy dzisiejszemu światu, służy człowiekowi żyjącemu w XXI wieku.
Zatem czy Kościół umiera – oczywiście! Tak jak Jezus umierał przez całe swoje życie, jak umierał gdy nie rozpoznawali Go ci, którzy pierwsi powinni Go rozpoznać (uczeni w Piśmie, kapłani, faryzeusze i wszyscy religijni żydzi), jak umierał osamotniony w ogrójcu, jak umierał gdy był zdradzany przez swojego ucznia Judasza i jak ostatecznie umarł na Krzyżu… Tak Kościół, ciało Chrystusa umiera w całej swej historii. Umiera, gdy świat nie przyjmuje służby Kościoła i przekręca jego naukę, pokazując ją jako przeciwną człowiekowi, umiera, gdy ochrzczeni są obojętni i nie słuchają Słowa Życie i nie wcielają Go. Umiera tam, gdzie skostniałe struktury kościelne stają się ważniejsze od człowieka, który szuka w nich pomocy, w porzuconych powołaniach tych konsekrowanych i tych małżeńskich. Umiera też cieleśnie, w prześladowaniach i śmierci męczenników.
Lecz podążając za logiką Chrystusowego Ciała, ta śmierć Kościoła jest niczym innym jak śmiercią Ciała Chrystusa. Ci, którzy otwierają swe serce i wchodzą w tę pasję Chrystusa, w tę pasję Kościoła Jego Ciała, mają udział w tej śmierci. A śmierć to bardzo poważna sprawa. Śmierć boli jak cholera. Śmierć sprzeciwia się naturze człowieka, który chce żyć. Ale Ci właśnie, którzy jako członki Ciała Chrystusa, wchodzą w tę śmierć, doświadczają też Zmartwychwstania. Wielka to tajemnica. Czasem gdzieś skrajem serca ją przeczuwamy i chcielibyśmy, tak do końca, oddać się w służbę drugiemu. Przeczuwamy, ale się boimy. Jeszcze rzadziej udaje nam się jej dotknąć – np. gdy bliski wyrządzi nam krzywdę, a my w głębi serca jesteśmy zaproszeni by przebaczyć. I to przebaczyć absolutnie i za darmo, nie oczekując niczego w zamian, nawet nie oczekując przepraszam.
Czy Kościół umiera? – oczywiście! Ale czy ta śmierć przyniesie Zmartwychwstanie? Nie przekonamy się dopóki nie poczujemy bólu umierania, dopóki nie wejdziemy we współuczestnictwo w tej tajemnicy. Walka o to toczy się w naszych sercach. W moim sercu.
Na swój sposób dołączam się do modlitwy Wilkersona:
Panie daj mi odwagę, przyjąć Ducha Świętego. Przyjąć tego Ducha, który, jeśli tego zechce może przemienić moje serce w Twoje serce! Serce na zawsze zranione, ale przez to na zawsze otwarte. Choć zawsze pełne bólu, to i zawsze kochające w pełni. Panie jeśli Twój Duch tego zechce dla mnie, to daj mi odwagę się na to zgodzić i przyjąć ten dar.
„Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” Łk 22,46 – Te słowa Jezusa wypowiedziane w Ogrójcu do najbliższych przyjaciół przyszły mi na myśl po wysłuchaniu przesłania Davida Wilkersona. Jak widać zarówno wtedy jak i dziś ludzie Kościoła bardziej są skłonni do „zasypiania” niż do modlitwy i współcierpienia…z Jezusem. Słowa Wilkersona, wypowiedziane z mocą są jak wezwanie do przebudzenia, do ocknięcia się z samozadowolenia, bylejakości i duchowego marazmu w jaki wpada wielu z nas – chrześcijan pochłoniętych sprawami świata. Pozostaje jedynie z pokorą prosić o nowe wylanie Ducha Świętego, który jako jedyny może „Obmyć co nieświęte, oschłym wlać zachętę, uleczyć serca ranę; ugiąć, co jest harde, rozgrzać serca twarde, prowadzić zabłąkane”. Czego sobie i innym zapadającym w sen letniości życzę.
Nie boję się, pytania „czy Kościół umiera?” bo wiem, że nie umrze tak długo jak Chrystus żyje. Jeśli już mowa o umieraniu to można powiedzieć, że sytuacja, którą zapowiedział Chrystus, dzisiaj powraca, gdy mówiąc o ziarenku, które wpadłszy w ziemię obumarło w celu, by wydać owoc…
Jaki ma być ten owoc? W sumie trudno powiedzieć, ale jak zaglądniemy do swojego serca i pozwolimy Bogu działać w naszym życiu to ujawni nam swoje zamiary wobec nas samych i wobec innych, ożywiając Bożym tchnieniem…
Bardzo mi się podoba jedna z teorii wyjaśniających szybki rozwój chrześcijaństwa w cesarstwie rzymskim, a także w późniejszych wiekach. A mianowicie, głosi ona, że nauka o Jezusie odrzuconym i ukrzyżowanym przyniosła nadzieję niewolnikom, ludziom biednym i pochodzącym z niżych warstw społecznych. Po raz pierwszy, tak wielka rzesza ludzi, mogła poczuć się, że rzeczywiście Bóg jest z nimi, dzieli ten sam los, jest prześladowany, odepchnięty i pogardzony. Według tej teorii, chrześcijaństwo będzie wieczne, dopóki będą na ziemi głód, bieda i niesprawiedliwość. Może jest to wyjaśnienie zbyt uproszczone, ale sam wiem z własnego doświadczenia, że jak „trwoga to do Boga”
Pierwszy raz słuchałam p. Davida Wilkersona. Zdziwiło mnie, że w jego przesłaniu usłyszałam swoje doświadczenie Kościoła. To przesłanie jest dla mnie wiarygodne, ale myślę że ze względu na doświadczenie cierpienia duchowego ostatnich 10 lat. Momentami jakbym słyszała siebie…
„Kościół już nie wpływa na świat” – wszystko na to wskazuje! Czy może jednak tak być, że Kościół nie przemienia świata? Gdzie Kościół tam Chrystus, gdzie owieczki zagubione, tam Chrystus. Rzeczywistość wydaje się poważnie zatrważająca. Jednak im bardziej uderza nas deprawacja człowieczeństwa, prawości, świadectwa wspólnoty Kościoła, tym bardziej nadzieja w nas krzyczy: W GÓRĘ SERCA! Krzyczy, jeśli żyjemy i nie zagłaskujemy zakłamanej rzeczywistości. Wtedy też nadzieja w mroku dojrzy nawet iskrę światła – w tym kierunku podąża strumień modlitwy…
Choć przesłanie filmu mocne, umacnia mnie, wzrusza, napomina, przebudza, wyzwala bezradność i zgina moje kolana…
Powstaje jednak pytanie, czy już tak z nami źle, z ludźmi źle, że pozostaje krzyk bólu, by nas przebudzać? Czy wskazywanie i świadczenie o miłości Boga, bez wskazywania kwantyfikatorów, że tylko…. to czy tamto nas uratuje jest słuszne? Nie wiem. Jednak bliskie prawdy jest, wielkie zaślepienie i gruboskórność ludzi.
Ale tak już w historii było… i co zrobił Jezus, co robili Jego uczniowie…umierali z miłości.
Nikt nie chce cierpieć, nie ma się co dziwić. Można jednak reflektować nad tą tajemnica, która zasadniczo nie omija nikogo.
Ucieka się od krzyża, cierpienia, bo odrzuca się MIŁOŚĆ. Miłość jest „kosztowna” i nie ma jej bez cierpienia (co nie ma nic wspólnego w „cierpiętnictwem”). Kto odkrywa, pozwala na odkrycie, że jest umiłowany przez Jezusa Chrystusa aż po Krzyż, będzie płakał nad światem… jak Jezus nad Jerozolima: O Jeruzalem, Jeruzalem… Takie pojmowanie miłości jest jednak wielkim darem, do niego się dojrzewa…
„Wszelka prawdziwa pasja rodzi się z cierpienia?” – wydaje mi się, że tak mogą mówić ci, dla których miłość związana jest nierozerwalnie z cierpieniem.
Z czego rodzi się prawdziwa pasja – według mnie tylko z miłości…
Jest wielkim światłem dostrzec, że z jakiegoś powodu przestajemy walczyć i pytać się, dlaczego tracimy chęć do twórczego życia? Być może, gdy znajdziemy w sobie odpowiedź, nie pozwolimy, by ktoś/coś „wysysało z nas duchową moc i pasję dla Chrystusa”?
Kościół nie umiera, ale chrześcijanie często chodzą po ziemi jak martwi. Ufam obietnicy Jezusa: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała] i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18).
Przesłanie p. Davida Wilkersona pozostawia ślad, stawia naglące i trudne pytania, paradoksalnie wyzwala w moim sercu nadzieję, bo nie może tak być: człowiek poza Bogiem!
Agnieszka