chrześcijanin 21

formacja duchowa

Drzwi, czyli trochę inaczej o Adwencie.

Autor: Jacek Olczyk SJ 26 listopada 2009 Drukuj Post Drukuj Post
drzwi2

foto: Magdalena Kaczor

Proponuję, jak mniemam, dość nietypową refleksję adwentową, bowiem krążyć będzie ona wokół czegoś, co jest elementem naszego codziennego życia. Po prostu wokół drzwi.

Drzwi

W przyjściu jednego człowieka do drugiego drzwi są zazwyczaj punktem kluczowym. Drzwi się przed kimś otwiera lub zamyka. To w drzwiach się kogoś wita i żegna. Przy drzwiach zaczyna się i kończy spotkanie osób, które są po obu stronach. W drzwiach mówimy komuś, żeby czuł się u nas jak u siebie, albo, że dziś może wejść tylko na chwilę. Gdy obawiamy się przychodnia, to przez drzwi mówimy mu, że nie może wejść, lub ukrywamy się za drzwiami i udajemy, że nas nie ma. Czasem oczekujemy by ktoś zapukał do naszych drzwi, ale nikt nie przychodzi. Innym razem ktoś przychodzi i puka, ale my robimy coś, co sprawia, że nie słyszymy pukania, albo po prostu nie ma nas w domu.

Dwa światy

Dwie osoby po dwóch stronach drzwi. Przychodzień i Domownik mają po swojej stronie drzwi dwa odrębne światy. Światy własnych historii życia, uczuć, myśli, planów na przyszłość i wszystkiego tego, co składa się na to, kim są. Drzwi są więc punktem, który te światy dzieli, ale zarazem  są miejscem, które może te światy połączyć.

Przychodzień

Przychodzień jest kimś z zewnątrz. Zawsze ma jakiś powód, dla którego zdecydował się aby przyjść. Gdy staje przed drzwiami Domownika, to znaczy, że ma już za sobą pewną podróż. Skądś wyszedł, poświęcił na przyjście jakiś czas i podjął jakiś trud, aby do drzwi dotrzeć. Niezależnie od okoliczności i motywacji, gdy Przychodzień staje przed drzwiami i puka, to ostatecznie jest to po prostu prośba. Prośba o otwarcie. Cokolwiek by nie robił przed drzwiami, jakkolwiek by nie pukał, ostatecznie jest zdany na Domownika.

Domownik

Domownik jest u siebie, jest na swoim terytorium. Może być przygotowany na przyjście Przychodnia, albo nie. Może mieć posprzątane mieszkanie, albo nie, może być odpowiednio ubrany, albo nie… Tak czy inaczej, to on ma prawo do decyzji: otworzyć drzwi, czy nie. Otwarcie drzwi to wpuszczenie Przychodnia do siebie, to zgoda na prośbę-propozycję Przychodnia. Pozostawienie drzwi zamkniętych, to zatrzymanie Przychodnia, to brak przyzwolenia na realizację jego planów – wszak Przychodzień, skoro przyszedł, to zapewne chce także wejść.

Pukanie

Moment kluczowy to pukanie do drzwi. Po pierwszym stuknięciu, Domownik i Przychodzień już są zaangażowani w tę przydrzwiową sytuację. Przychodzień zwieńczył swoją podróż, zrobił wszystko co mógł, zapukał i czeka. Niemniej jednak wie, że już pukając wkracza w świat Domownika, bowiem ten, gdy usłyszał pukanie, nie może pozostać na nie obojętny. Usłyszał i wie, że po drugiej stronie jest Przychodzień, który prosi o kontakt, o wpuszczenie do środka. Choć w momencie pukania to Domownik decyduje co stanie się później, to jednak Przychodzień postawił go w sytuacji wyboru. Nawet jeśli Domownik, nie zrobi nic, będzie udawał, że go nie ma, to jednak będzie wiedział, że nie odpowiedział na pukanie. Pozostanie w nim świadomość, że był niewrażliwy na pukanie, które przecież usłyszał. Jeśli zaś decyduje się na podejście do drzwi, na kontakt, na wpuszczenie Przychodnia, wtedy to otwarcie może rozwinąć się w spotkanie, w dzielenie, w przeniknięcie się dwóch wewnętrznych światów Domownika i Przychodnia…

Adwent

Adwent (łac. adventus) oznacza po prostu przyjście. Słowo Boże mówi: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.(Ap 3,20) W roku liturgicznym Adwent to tzw. mocny czas, czyli okres, który wymaga od nas wierzących większej uważności, by nie rozminąć się z tym, co Bóg chce dla nas uczynić. Okres ten kończy się Bożym Narodzeniem, czyli przyjściem Boga-Człowieka do mnie-człowieka. Jeśli tylko zechcemy, możemy adwentowe Słowo Boże, zwłaszcza to czytane w niedziele, potraktować jako pukanie Boga do drzwi naszego serca…

… puk, puk, puk.

(4 głosów, średnia: 1,75 z 5)

10 komentarzy do “Drzwi, czyli trochę inaczej o Adwencie.”

  1. Madzialena pisze:

    Bardzo dobre – zgadzam się z Arturem – AMDG ;)
    dziękuję Brachu, że się rozwijasz i dzielisz się tym ze światem :)
    pozdrawiam!

  2. Chycia :) pisze:

    Jestem pod wrażeniem! Prosto, przejżyście i bez ogrudek… To do ludzi trafia…

    Pozdrawiam z Krakowa
    Aga

  3. Ewa pisze:

    Wspaniałe rozważanie, ponieważ pobudza do zastanowienia się nad pozornie banalną sprawą. Dotknij Panie moich uszu… . Gorąco pozdrawiam. Z Panem Bogiem

  4. Martyna pisze:

    Zaproszenie do środka, wyrażenie zgody na wejście, jest aktem ryzykownym.
    Nie chodzi, rzecz jasna, o zagrożenie, ale utratę pewnego poczucia
    bezpieczeństwa, stabilności, którą miało się dotychczas. Nie wiadomo, co Przychodzeń ma nam konkretnie do powiedzenia, kiedy otwieramy przed nim drzwi i ostatecznie zapraszamy go do środka. Podejmujemy tym samym ryzyko, gdyż coś na pewno ulegnie zmianie: po jego wyjściu, po tym Spotkaniu, nie będę już tym Domownikiem-sprzed-Spotkania. Każde słowo Przychodnia, które do mnie wypowie, jakoś we mnie pozostanie i może coś zmienić. Chyba że celowo wyprę się tego i, oszukując samego siebie, udam, że Spotkanie nie miało miejsca.
    Można spróbować odnieść to do Boga, który z różnymi wiadomościami pragnie wejść w moje życie. Mówi o tym, co dobre, co właściwe
    i słuszne. Ale także porusza te moje ciemne zakamarki. Zauważa pewien nieporządek w kącie, który skrzętnie zakryłam/em kocami i książkami. Podchodzi, włącza lampę, oświetla ten bałagan i mówi, że pomoże mi uporać się z tym. O ile wyrażę na to zgodę. O ile zaryzykuję.
    O ILE BĘDĘ STALE OTWIERAĆ MU DRZWI.

  5. Stefan SJ pisze:

    świetne! :)

  6. Była Szefowa pisze:

    Jacku wierzę w to że będziesz kiedyś bardzo sławnym człowiekiem…..to wiara daje nam siłę….

  7. lidek pisze:

    Właśnie, drzwi, zamykają i otwierają, są miejscem spotkania dwóch różnych światów… od nas zależy czy staną się dla Innego miejscem gdzie wszystko się rozpoczyna, czy miejscem, gdzie wszysko się kończy (zostaje zamknietę).
    Otwierać czasami znaczy zamknąć. Zamknięcie jest zawsze przybliżeniem, ku otwarciu. Nie można otworzyć otworzonego. Istnieje też jednak pewne niebezpieczeństwo, że ktoś będzie chciał przejść przez zamknięte drzwi… i wtedy mamy problem…

  8. Ewa pisze:

    W tym świetnym artykule widać jak ważne może być nazwanie rzeczy po imieniu, przedstawienie wprost: czarno na białym. Bywałam już w takich sytuacjach, że coś co wydawało się oczywiste ale krążyło gdzieś tam po orbicie, raczej wokół głowy spływało nagle do serca jak olśnienie.
    Przy okazji bardzo serdecznie Księdza pozdrawiam i życzę dalszej dobrej współpracy z Jezusem na pożytek tych, którzy szukają drogo-wskazów.

  9. Kasia B Gdynia pisze:

    Bardzo ładne Jacek :) tak trzymać! :) Powodzenia!! :)

  10. Artur B (OLJ) pisze:

    Jeszcze nigdy nie myślałem tak na temat drzwi ;-) . Ale to chyba cecha typowa TJ -> nawet z kilku desek z klamką zrobić coś AMDG i zinterpretować to w ciekawy sposób

    Bardzo pozytywnie ;-D.

    Pozdrawiam,
    AB

Komentuj


Zamieść nasz banner
chrześcijanin 21

O nas

Projekt chrzescijanin21 jest owocem modlitwy i rozeznania osób świeckich i duchownych. Pochodzimy z różnych stron Polski. Łączy nas silna wiara w Pana Jezusa i otwartość na działanie Ducha Świętego. Jesteśmy katolikami od wielu lat zaangażowanymi w życie Kościoła. Na dzień dzisiejszy projekt animuje grupa osób świeckich i duchownych (jezuici i księża diecezjalni). Swoje inspiracje czerpiemy głównie z duchowości ignacjańskiej i doświadczenia wspólnot charyzmatycznych. Ufamy, że połączenie tych dwóch niezwykłych tradycji duchowości jest silną potrzebą naszych czasów.